Media i niektóre organizacje konsumenckie straszą nas nieustannie szkodliwością parabenów – substancji konserwujących powszechnie stosowanych w kosmetykach. Powoduje to, że coraz więcej firm wprowadza na rynek produkty z etykietą „nie zawiera parabenów”. Jednocześnie te same firmy nadal stosują parabeny w większości swoich produktów. Czy mamy tutaj do czynienia z rozdwojeniem jaźni?
Niektórzy komentatorzy ostrzegają, że takie działanie w kilkuletniej perspektywie może obrócić się przeciwko samym producentom. Skoro eksponuje się to, że dany produkt nie zawiera parabenów to dla przeciętnego użytkownika oznacza to, że są one szkodliwe. Etykieta z napisem „nie zawiera parabenów” paradoksalnie staje się głównym źródłem wiedzy. Przypomnijmy - na chwilę obecną nie ma naukowych dowodów na szkodliwość parabenów. Komu więc służy nagłaśnianie „szkodliwości” parabenów? Na pewno niektórym mediom i organizacjom, dla których każda forma zdobycia rozgłosu jest dobra. Być może części producentów kosmetyków, którzy w odpowiedniej chwili wykorzystali rynkowo brak parabenów w swoich produktach.
Inny przykład eksponowania „rzekomej szkodliwości” to sprawa tzw. papierosów elektronicznych. Sądząc po ilości powstających punktów sprzedaży, pomysł odniósł sukces rynkowy. Teoretycznie można się też spodziewać, że jest to rozwiązanie o wiele zdrowsze. Nikotyna jest po prostu rozpuszczona w glikolu propylenowym – substancji powszechnie stosowanej w kosmetykach. Jest on też używany do wytwarzania dymu w dyskotekach. Podniosły się już jednak głosy, że papierosy elektroniczne należy zakazać, ze względu na podejrzenia o szkodliwość. Jednocześnie, sprzedaje się papierosy „klasyczne”, których szkodliwość została już wielokrotnie udowodniona. W tym przypadku nietrudno wskazać grupy, którym zależałoby na utrąceniu pomysłu papierosów elektronicznych.
Kolejny przykład, to działalność Światowej Organizacji Zdrowia i próba wywołania paniki przed wirusem świńskiej grypy. Działalność Światowej Organizacji Zdrowia jest podobno finansowana w większym stopniu przez koncerny farmaceutyczne niż przez rządy państw członkowskich. Jeżeli jest tak rzeczywiście, to powinniśmy bardzo sceptycznie podchodzić do komunikatów wysyłanych przez tą organizację. Tutaj też wiadomo, kto jest najbardziej zainteresowany, wywołaniem paniki przed ptasią/świńską/kozią grypą.
Dlatego też, drodzy Wybredni, podchodźmy ostrożnie do informacji o nowych zagrożeniach. Nie należy ich lekceważyć. Należy sobie wyrobić niezależny pogląd co jest faktem rzeczywistym a co medialnym.
Rafał Sornek


