Nowy pomysł euro-biurokratów to uszczęśliwienie konsumentów systemem COOL (Country of Origin Labelling), czyli systemem obowiązkowego oznaczania kraju pochodzenia produktów i składników. Tylko czy ten system rzeczywiście jest taki „cool”?
W zamyśle europosłów, producenci żywności mieliby umieszczać na etykiecie informacje o kraju pochodzenia produktu lub jego składników. Na pierwszy rzut oka, może się to wydawać fajnym pomysłem, nareszcie będziemy wiedzieć skąd pochodzi salami w pizzy, kukurydza i tuńczyk w sałatce, itp. Intencją pomysłodawców jest zabezpieczenie konsumentów w Unii przed praktykami producentów, którzy sprowadzając mięso spoza Unii, po przetworzeniu go na terenie Unii, oznaczają go jako produkt pochodzący z krajów europejskich. Praktyka ocierająca się o oszustwo.
Jak to Wybredni, mamy jednak trzy wątpliwości:
Wątpliwość pierwsza: Żywność importowana spoza Unii musi spełniać unijne regulacje. Czyżby euro posłowie chcieli dać konsumentom do zrozumienia, że nie do końca jesteśmy w stanie kontrolować jakość żywności importowanej i na wszelki wypadek powinniśmy się kierować krajem pochodzenia?
Wątpliwość druga: Czy proponowany system nie będzie wzmacniał jedynie stereotypów typu: chińskie złe, polskie dobre. Wielu masowych składników po prostu się już nie produkuje w Europie, ponieważ jest to nieopłacalne.
Jeżeli ktoś tak bardzo przejmuje się tym , że może „połknąć” coś, co zostało wyprodukowane w Chinach lub Indiach to radzę poszukać informacji o tym, skąd pochodzą surowce, z których produkowane są polskie leki.
Wątpliwość trzecia: Kto będzie w stanie wykorzystać te informacje w sensowny sposób? Ciekawe czy niebawem będziemy mogli usłyszeć w sklepie, dialogi:
Mamo, mamo, kupmy masło orzechowe!
Nie kochanie, dzisiaj nie możemy kupić masła orzechowego, musimy poczekać na partię wyprodukowaną z orzeszków z zachodniej Ghany.
Kierunek dobry, tylko jeszcze dużo szczegółów do dopracowania.
A dla niektórych firm chcących się pozytywnie wyróżnić podpowiedź - W Japonii, dobrowolnie umieszcza się informacje o pochodzeniu składników swoich produktów na stronach internetowych. Może to jest sposób na związanie klienta z marką, a nie tylko loterie i konkursy?

