Przeglądając portale prezentujące najnowsze odkrycia naukowe bardzo często trafiam na główne strony uczelni, na których dokonano tych odkryć. W oczy biją ilustrowane zdjęciami, podane w przystępnej formie, artykuły o najnowszych osiągnięciach ich pracowników. Artykuły zawsze zawierają notkę o konsekwencjach zdrowotnych, ekonomicznych i środowiskowych i telefon kontaktowy dla firm zainteresowanych uzyskaniem licencji. A jak wygląda to w Polsce?
W Polsce z pierwszych stron dowiemy się przede wszystkim: o nominacji pracownika Uniwersytetu do Rady i o wizycie przewodniczącego Komisji – Uniwersytet Warszawski, wersja angielska. Klikając dalej, dowiemy się kiedy Uniwersytet został założony, jaki ma przerób studentów, doktorantów, itp. dane demograficzne, ale poza tym nic ciekawego.
Skaczemy dalej – Warszawski Uniwersytet Medyczny - tematyka medyczna, temat jak najbardziej interesujący każdego przeciętnego Kowalskiego. Ale tutaj też dowiadujemy się o tym, kto z zacnych pracowników zmarł, kto otrzymał nominację do kolejnej superważnej komisji na szczeblu europejskim, gdzie odbędzie się koncert noworoczny, ale nic o badaniach lub odkryciach.
Sprawdzamy przyszłych inżynierów. Tutaj przynajmniej z ekranu nie wylewa się celebra. Dowiadujemy się, że studenci przygotowują się do udziału w konkursie Formuła Student i organizują Turniej Robotów.
Dla kontrastu, polecam pierwszą stronę Uniwersytetu Purdue. Pierwsza zakładka to Newsroom, w którym można zobaczyć przede wszystkim badania. Nominacje, koncerty, pewnie gdzieś są tylko parę kliknięć dalej.
Harvard Medical School podobnie podsumowania wyników badań na pierwszej stronie.
Czy w Polsce naukowcy nie mają się czym pochwalić, czy po prostu nie odczuwają takiej potrzeby? W końcu od dobrych 20 lat mogą jeździć, czytać podglądać jak to się robie na Zachodzie lub Dalekim Wschodzie i nic?


